Spotkania w Supraślu
Osobą, która spowodowała pojawienie się Krakowskiego Salonu Poezji w Supraślu, jest aktor Teatru Wierszalin – Dariusz Matys. Podczas jednego z wieczornych spotkań podsunął mi pomysł skontaktowania się z Teatrem im. Juliusza Słowackiego w Krakowie. Byłem miło zaskoczony szybką reakcją i zgodą, na stworzenie w Alkierzu sceny Krakowskiego Salonu Poezji. Wszystko potoczyło się bardzo sprawnie i już 24 września 2011, gościliśmy Annę Dymną, która wraz z Darkiem Matysem (od tej pory gospodarzem sceny) i poezją ks. Jana Twardowskiego, otworzyli Salon. Od tej pory jesteśmy 31 Salonem Poezji w Polsce. Jestem zaszczycony i niezmiernie szczęśliwy że mogę współtworzyć Salon i dostarczać Państwu tyle miłych wrażeń.
Zapraszam do nas Jacek Łasiewicki
Spotkanie szóste
„Biała lokomotywa”
29 kwietnia zapraszamy na kolejne spotkanie, tym razem z poezją Edwarda Stachury
Wiersze czytać będą Sława Tarkowska i Jacek „Budyń Szymkiewicz.
Muzyczną oprawę zapewni Bajzel
Spotkanie piąte
Zakochani w Szymbarskiej
11 marca spotkaliśmy się z poezją Wisławy Szymborskiej.
Wiersze poetki czytali Sława Tarkowska i Dariusz Matys.
Muzyczną stronę zapewnił Jan Wyszkiwski

Postać Pani Wisławy, znana jest wszystkim miłośnikom poezji na całym świecie. Dlatego nie będę opisywał kiedy się urodziła, do jakiej szkoły chodziła, dlaczego należy ją wielbić. Po prostu zapraszam wszystkich Państwa na wyjątkowe spotkanie z Jej poezją.
…pierwsza sylaba odchodzi już do przeszłości”.
Kochała Kraków, Andrzeja Gołotę, papierosy i kiczowate pamiątki, ale przede wszystkim spokój i prywatność. Taka była. Wisława Szymborska odeszła 1 lutego 2012 przeżywszy 88 lat. Ktoś powiedział o niej, że była „Mozartem poezji”, to takie piękne słowa.
Poezja naszej noblistki może nie jest często głęboka, gdyż poetka nie lubiła zbytnich symboli, alegorii, niemniej prawie zawsze skłania do głębokich refleksji, choćby nad miłością czy śmiercią. Utwory Wisławy Szymborskiej są subtelne i tak niesamowicie ujmujące w swej prostocie i odniesieniu do najbanalniejszych zdarzeń z naszego życia. Ale mam właśnie wrażenie, że ta prostota, bez żadnej wyniosłości jest siłą jej twórczości. Można się nie zgadzać z tą opinią. Nie jestem ekspertem od literatury i poezji. Piszę to jako czytelnik, bo być może już nawet miłośnik to za duże słowo.
Wisława Szymborska dzieliła swoje życie na dwie części. Do „tragedii sztokholmskiej” i po niej. Kiedy w 1996 roku przyznano jej Nagrodę Nobla zaczęła skupiać na sobie uwagę mediów, mediów – których nienawidziła. Robiła wszystko aby żyć dalej swoim światem i jej się to udawało. Kiedy proponowano jej wywiad albo sesję zdjęciową odpowiadała, że przyjdzie, jak tylko będzie młodsza. Muszę przyznać, że dla mnie jej skromność i dość zamknięta postawa na świat jest imponująca. Kiedy zmarła obejrzałem dokument Katarzyny Kolendy-Zalskiej „Chwilami życie bywa znośne” i poetka po raz kolejny mi zaimponowała. Ponieważ z tego pancerza wyłoniła się sympatyczna, wrażliwa na piękno, pełna poczucia humoru kobieta, stawiająca w swej życiowej hierarchii bardzo wysoko przyjaźń, ale przyjaźń prawdziwą, nie sztuczną czy wyidealizowaną. Pewnie była na swój sposób ekscentryczna, ale to dodawało jej tylko uroku. Większość z nas, gdyby dostała tak zaszczytną nagrodę jaką bez wątpienia jest Nobel, postawiłoby ją w honorowym punkcie. Ona wrzuciła go do jednej z kilkuset szafek. Oszałamiająca skromność i pokora.
Dzisiaj wielu, szczególnie reprezentujących skrajną prawicę, zarzuca pani Szymborskiej jej postawę w pierwszych latach PRL-u, kiedy to pisała m.in wiersze pochwalne o Stalinie. Uważam to dzisiaj za prawdziwe świństwo. Wisława Szymborska nigdy nie kryła tego, że wówczas popierała system, bo była młoda, zafascynowana ideami komunizmu, obracała się w takim towarzystwie w jakim się obracała i o wielu rzeczach nie miała pojęcia. Ona tego nie zatajała, a wręcz wielokrotnie mówiła, że tego żałuję. Ludzie krytykujący ją dzisiaj to często przedstawiciele środowiska związanego z katolicyzmem. A czyż to właśnie Kościół nie mówi o przebaczaniu? Czyż to Chrystus nie pouczał „kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamień”? Zwykle w tym miejscu napisałbym, że to smutne, tym razem jednak przychodzi mi na myśl jednak inny przymiotnik, to żenujące.
Wraz ze śmiercią Wisławy Szymborskiej kończy się pewna epoka. Ale ktoś, już nie pamiętam kto, powiedział fantastyczne słowa, że poeci są w uprzywilejowanej sytuacji, gdyż ich poezja przetrwa, a wraz z nią pamięć o autorach.
Przemysław Paszowski
—-
Spotkanie czwarte
odbyło się 22 stycznia
Piotr Cyrwus, oraz Alicja Dąbrowska przedstawili poezje Andrzeja Bursy.

Andrzej Bursa to dla kręgu poetów wyklętych postać właściwie symboliczna. Tworzył krócej niż Arthur Rimbaud – zaledwie trzy lata. Zmarł w wieku, kiedy inni poeci dopiero zaczynają osiągać literacką i artystyczną dojrzałość – jako dwudziestopięciolatek. Opublikował za życia tylko trzydzieści siedem wierszy. A przecież zyskał sławę porównywalną do tuzów polskiej literatury dwudziestowiecznej – zwłaszcza wśród młodych czytelników. Jego wiersze bywają brutalne, czasem epatują brzydotą, a poeta nie stronił w nich od wulgarnego języka. Z każdego jego zdania emanuje jednak bunt przeciw złej naturze świata, chęć ucieczki przed nieprzyjazną rzeczywistością.
Spotkanie trzecie
20 listopada 2011 spotkaliśmy się po raz trzeci w ramach Krakowskiego Salonu Poezji. Dyrektor Teatru Dramatycznego im. Aleksandra Węgierki w Białymstoku Piotr Dąbrowski oraz aktorka filmowa i teatralna Maria Pakulnis w przepiękny sposób zaprezentowali poezję Zbigniewa Herberta. Muzyczną oprawę zapewniło jazzowe trio w składzie Piotr Chociej, Klaudiusz Bogusłowicz i Krzysztof Ostasz. Już się przyzwyczailiśmy do popularności solonu więc nie byliśmy zdziwieni pełną salą.
Przesłanie Pana Cogito
Idź dokąd poszli tamci do ciemnego kresu
po złote runo nicości twoją ostatnią nagrodę
idź wyprostowany wśród tych co na kolanach
wśród odwróconych plecami i obalonych w proch
ocalałeś nie po to aby żyć
masz mało czasu trzeba dać świadectwo
bądź odważny gdy rozum zawodzi bądź odważny
w ostatecznym rozrachunku jedynie to się liczy
a Gniew twój bezsilny niech będzie jak morze
ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych
niech nie opuszcza ciebie twoja siostra Pogarda
dla szpiclów katów tchórzy – oni wygrają
pójdą na twój pogrzeb i z ulgą rzucą grudę
a kornik napisze twój uładzony życiorys
i nie przebaczaj zaiste nie w twojej mocy
przebaczać w imieniu tych których zdradzono o świcie
strzeż się jednak dumy niepotrzebnej
oglądaj w lustrze swą błazeńską twarz
powtarzaj: zostałem powołany – czyż nie było lepszych
strzeż się oschłości serca kochaj źródło zaranne
ptaka o nieznanym imieniu dąb zimowy
światło na murze splendor nieba
one nie potrzebują twego ciepłego oddechu
są po to aby mówić: nikt cię nie pocieszy
czuwaj – kiedy światło na górach daje znak – wstań i idź
dopóki krew obraca w piersi twoją ciemną gwiazdę
powtarzaj stare zaklęcia ludzkości bajki i legendy
bo tak zdobędziesz dobro którego nie zdobędziesz
powtarzaj wielkie słowa powtarzaj je z uporem
jak ci co szli przez pustynię i ginęli w piasku
a nagrodzą cię za to tym co mają pod ręką
chłostą śmiechem zabójstwem na śmietniku
idź bo tylko tak będziesz przyjęty do grona zimnych czaszek
do grona twoich przodków: Gilgamesza Hektora Rolanda
obrońców królestwa bez kresu i miasta popiołów
Bądź wierny Idź
Spotkanie drugie.
23 października o godzinie 12.00, drugą odsłonę Krakowskiego Salonu Poezji w Supraślu, poprowadziło dwoje aktorów Teatru Wierszalin, Katarzyna Sergiej i Dariusz Matys, czytali poezję Bolesława Leśmiana. Oprawę muzyczną zapewnia Konrad Rogiński. Publiczność po raz kolejny wypełniła salę, Konrad Rogiński wspaniale dopełnił klimat poezji Bolesława Leśmiana.
W malinowym chruśniaku, przed ciekawych wzrokiem
W malinowym chruśniaku, przed ciekawych wzrokiem
Zapodziani po głowy, przez długie godziny
Zrywaliśmy przybyłe tej nocy maliny. Palce miałas na oślep skrwawione ich sokiem.
Bąk złośnik huczał basem, jakby straszył kwiaty,
Rdzawe guzy na słońcu wygrzewał liść chory,
Złachmaniałych pajęczyn skrzyły się wisiory,
I szedł tyłem na grzbiecie jakis żuk kosmaty.
Duszno było od malin, któreś, szepcząc, rwała,
A szept nasz tylko wówczas nacichał w ich woni,
Gdym wargami wygarniał z podanej mi dłoni
Owoce, przepojone wonią twego ciała.
I stały się maliny narzędziem pieszczoty
Tej pierwszej, tej zdziwionej, która w całym niebie Nie zna innych upojeń, oprócz samej siebie,
I chce się wciąż powtarzać dla własnej dziwoty.
I nie wiem, jak się stało, w którym okamgnieniu,
Żeś dotknęła mi wargą spoconego czoła,
Porwałem twoje dłonie – oddałaś w skupieniu
A chruśniak malinowy trwał wciąż dookoła.
Spotkanie pierwsze.
24 września 20011 Anna Dymna, w towarzystwie Dariusza Matysa, czytając poezję ks. Jana Twardowskiego, otworzyli Krakowski Salon Poezji w Supraślu. Sala Domu Ludowego, dawno nie była wypełniona wspaniałą poezją, podaną w mistrzowski sposób, okraszoną muzyką wykonaną przez Kingę Szmigulską i Marię Grądman.
ŚPIESZMY SIĘ KOCHAĆ LUDZI
Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy
tylko co nieważne jak krowa się wlecze
najważniejsze tak prędkie że nagle się staje
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego
Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna
zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście
przychodzi jednocześnie jak patos i humor
jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej
tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu
jak dźwięk trochę niezgrabny lub jak suchy ukłon
żeby widzieć naprawdę zamykają oczy
chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzeć
kochamy wciąż za mało i stale za późno
nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze
a będziesz tak jak delfin łagodny i mocny
Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą